blog

Rozmowy o miłości

Luty 14, 2018 Brak komentarzy

Bartek : Czy Walentynki to dobry dzień by rozprawiać się z mitem Księcia na białym koniu, Tej Jedynej, Tego Jedynego, dwóch połówek jabłka i innych mitów dotyczących stanu zakochania?

Hania : Rozprawić? Chyba nie chciałabym tego robić, bo w każdym micie jest jakaś prawda, zapisane są ludzkie pragnienia, marzenia. Myślę jednak, że te mity romantyczne mogą narobić wiele złego, na przykład gdy nie odróżniamy fajerwerków stanu zakochania od dojrzałej miłości. Może więc bardziej chciałabym skonfrontować się z nimi, lub po prostu przyjrzeć się im.

B: Jeden z moich ulubionych psychoterapeutów i pisarzy Irvin Yalom mówił, że nie lubi prowadzić psychoterapii z zakochanymi. Śmiał się, że być może dlatego, że zazdrości tego stanu zaczarowania. Ale na poważanie uważał, że stan zakochania to stan „roztopienia się”, zlania z drugą osobą, przez co zakochany staje się mało refleksyjny, trochę traci siebie, traci swoją samoświadomość. Dlatego trudno z nim pracować.

H: Tak, stan zakochania jest euforyczny, gdy granice między ja a my zacierają się, mamy poczucie wręcz stopienia się z ukochaną osobą. I to jest naturalne, wspaniałe i cudownie jeśli tym zaczyna się każdy związek. Jednak pragnienie by ten stan trwał wiecznie jest źródłem cierpienia, zawodu, konfliktów. Ten stan nie może trwać wiecznie, mam na myśli ten euforyczny stan, w którym spostrzegamy partnera niejako przez pryzmat „różowych” okularów, w krzywym zwierciadle. Nie widzimy go całego, z jego wadami, ale projektujemy na niego, jak na ekran obraz naszego idealnego partnera. A ten wyidealizowany obraz naszego ukochanego mężczyzny czy kobiety to wyidealizowany obraz nas samych, jakimi chcielibyśmy być.

B: Cóż za paradoks- zakochujemy się w idealnym Ja! Jorge Bucay i Sylwia Salinas ( argentyńscy psychoterapeuci Gestalt) w swojej książce o zakochaniu cytują Mauricio Abadi (argentyński psychoterapeuta i pisarz): „Zakochać się, to powiedzieć: lubię cię za to ,że tak ładnie trzymasz lustro, w którym się przeglądam i zdaje sprawę z miłości jaką czuję do siebie”. Lustro to w ogóle piękna metafora tego, jak ważne są dla nas relacje, gdyż w innych ludziach, jak w lustrze możemy przyglądać się, inna osoba może nam pokazać te aspekty w sobie, których sami nie możemy zobaczyć.

H: Ale to zwierciadło zakochanych trwa dość krótko i nieuchronnie partner „pokaże” swoje prawdziwe oblicze, często rogate, gdyż długo nie da się trwać w stanie „zlania” z drugą osobą. Wtedy pojawiają się wszystkie słynne zdania „ kiedyś byłaś inna, gdzie ja miałem oczy, zmienił się nie do poznania”. Partner przestaje być w naszych oczach takim, jakim nam się wydawało, że jest, a staje się człowiekiem z krwi i kości, pełnym wad i zalet, słabości, a przede wszystkim różni się od nas i naszego wyidealizowanego obrazu. Gdy zaczynają się różnice, zaczynają się konflikty. Niestety czy na szczęście?

B: Zdecydowanie na szczęście! Konflikty w związku są nieuniknione, bo po prostu różnimy się. Są wręcz potrzebne i rozwojowe . Kochać to nie oznacza myśleć tak samo. Poza tym ten moment w związku, mimo, że bardzo trudny, odzierający nas z pewnego blasku, ułudy, masek, tak naprawdę jest kluczowy. Albo rozczarujemy się, nie zaakceptujemy wychodzących na światło dzienne cech partnera i odwrócimy się by iść swoją drogą, być może po to by dalej szukać swego ideału partnera. Albo podejmiemy wyzwanie i zobaczymy naszego partnera w całości, bez przebrania. A wtedy…

H: Myślę, że scenariuszy może być wiele, ale ten o którym mówisz to krok do dojrzałej miłości, w której dajemy sobie szansę nie tylko zobaczyć i zaakceptować partnera w całości, ale dzięki jego akceptacji zobaczyć tak również siebie, w pełni, bez masek, prawdziwego. Dojrzała miłość wg Bucay i Salinas to zakochiwanie się w różnicach w odróżnieniu od zakochania, które polega na miłości do podobieństw.

Dla mnie to jest tak, że dojrzała miłość jest otwarciem na to co jest rzeczywiście, a nie w wyobrażeniach o drugiej osobie i nas samych, jest więc otwarciem na to co nowe, czasem rozczarowujące, czasem bolesne. Ale tylko w takiej relacji możemy świadomie tworzyć związek, zmieniać się, pokazywać partnerowi co nas otwiera, co zamyka, co nas karmi a co rani.

B: No dobrze, a co z tym Księciem na białym koniu, z tym/tą „The one and only” który zaspokoi moje wszelkie pragnienia i potrzeby?

H: Teoretycznie wiemy, że ideały nie istnieją, nie ma też na świecie takiej osoby która spełni nasze wszystkie oczekiwania, potrzeby emocjonalne, fizyczne i duchowe, która sprawi, że będę zawsze czuła się przy niej wspaniale, nigdy nie poczuje się już samotna, smutna, niedoceniona, da mi poczucie bezpieczeństwa, ale też przygody, podniecenia i spokoju, będzie dla mnie wszystkim. Ale wciąż poszukujemy ideału.

B: Pomyślałem też o tym, że nie tylko oczekiwanie znalezienia takiej osoby jest iluzją powodującą rozczarowanie, ale jak frustrujące musi to być gdy w nas lokuje się te potrzeby , które mielibyśmy spełnić. Jakbyśmy mieli być uzupełnieniem tej drugiej osoby, komplementarną połówką jabłka odpowiadającą wszelkim potrzebom partnera. A przecież nikt nie chce być wybrakowaną połówką.

H: Pięknie o tym temacie mówi na swoim blogu Esther Perel : Zamiast szukać tego jedynego, który spełni nasze wszystkie potrzeby skoncentruj się na znalezieniu osoby, z którą możesz napisać historię. Historię, która nie będzie doskonała, ale wymagająca edycji, korekt i zmian. Z osobą, z którą będziesz mógł dzielić wspólne wartości, zainteresowania, pasje, rozwijać się, popełniać błędy, zmieniać się. Taka historia napełnia nas siłą i motywacją do pełnego życia. Wtedy możemy być dwoma „całymi jabłkami”, pełnymi, kompletnymi.

 

I takiej, takich historii życzymy Wam w Walentynki,

Hania & Bartek