blog

O zdrowej miłości do siebie

Luty 14, 2019 Brak komentarzy

Czy myśląc o Walentynkach myślisz też o miłości do siebie?

Może to zbyt banalne pytanie, a jednak tylu ludzi trafia na psychoterapię właśnie dlatego, że tak trudno im kochać siebie. Nie nazywają swojego problemu w ten sposób, ale ich brak miłości do siebie objawia się na różne sposoby. Jest widoczny w samoobwinianiu się i samooskarżeniach, w nadmiernych wymaganiach i oczekiwaniach wobec siebie, w ciągłym ocenianiu siebie, krytyce, porównywaniu się do innych czy w niedbaniu o siebie, o swoje potrzeby, o odpoczynek, szacunek dla siebie. Mogłabym wymieniać w nieskończoność jak bardzo potrafimy być swoim własnym sabotażystą, chociaż utartym wydaje się powiedzenie, że by pokochać innych musimy nauczyć się kochać siebie.

Pokochać siebie nie oznacza być zakochanym w swoim wizerunku człowiekiem sukcesu, który może chwalić się swoją wykreowaną rzeczywistością na Facebooku czy Instagramie i idealizuje swoje doświadczenia. Lub egoistą, który nie dba o potrzeby innych osób. Przesadne podziwianie siebie, poszukiwanie wokół siebie osób skłonnych do podziwu to raczej infantylny i archaiczny narcyzm, który wynika w rzeczywistości z braku stabilnej miłości wewnętrznej, która oparta jest na odbijaniu się w lustrze świata zewnętrznego.

Miłość do siebie to umiejętność rozpoznania czego potrzebuję, a czego nie potrzebuję, co będzie dla mnie dobre, a co toksyczne, złe, przemocowe czy po prostu niezdrowe. Aby to rozpoznać potrzeba nam być w kontakcie z sobą, a rozumiem przez to dostęp do swoich emocji i rozpoznawanie swych uczuć, dzięki czemu możemy w zdrowy sposób dbać o swoje potrzeby, granice. Miłość do siebie to zdrowa życzliwość wobec siebie, czytanie swoich możliwości i ograniczeń, szacunek dla swojej słabości, bezradności. Nie mam na myśli nadmiernej pobłażliwości wobec siebie ( choć szczypta jej nikomu nie zaszkodzi), ale raczej akceptowanie rożnych aspektów siebie, także tych, które nie są zgodne z naszymi oczekiwaniami wobec tego jacy powinniśmy być. To zaakceptowanie i zintegrowanie naszych wewnętrznych, często skrajnych biegunów. To szanowanie własnych odczuć, to samoświadomość która pozwala na pełne doświadczenie siebie i branie odpowiedzialności za swoje życie. Wymaga to przyznania się, ze jestem „ mocna, ale i słaba”, „ miła ale też bywam wredna” i danie sobie prawa do bycia w którymś z biegunów. Do wyboru i zadecydowania za siebie. Wtedy nie „muszę”, ale „ chcę”, „decyduję”.

Kiedy myślę o miłości do siebie myślę też o dbałości o zdrowie, o ciało, o relaks i przyjemność. Myślę o rozwijaniu pasji, talentów, o byciu spontaniczną, o czerpaniu radości z drobnych codziennych zdarzeń. Oczywiście myślę też o tworzeniu relacji z ludźmi, bo otworzenie się na drugiego człowieka to też jest wyraz miłości do siebie.

Charles Chaplin podsumował w ten sposób ten temat:

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, zrozumiałem, że zawsze i wszędzie jestem we właściwym momencie i we właściwym miejscu. Od tamtej pory mogłem być spokojny. Dziś wiem, że to się nazywa… Poczuciem własnej wartości.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, uświadomiłem sobie, że ból i cierpienie są tylko ostrzeżeniem dla mnie, bym nie żył wbrew własnej prawdzie. Dziś wiem, że to się nazywa… Autentyczność.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, przestałem tęsknić za innym życiem i mogłem dostrzec, że wszystko wokół mnie to zaproszenie do rozwoju. Dziś wiem, że to się nazywa… Dojrzałość.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, zrozumiałem, że narzucając innym moje pragnienia mogę ich urazić, tym bardziej jeśli wiem, że nie nadszedł odpowiedni czas, że ta osoba nie jest na to gotowa, nawet jeśli tą osobą byłem ja sam. Dziś wiem, że to się nazywa… Szacunek.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, uwolniłem się od tego wszystkiego, co nie było dla mnie dobre. Od potraw, ludzi, przedmiotów, sytuacji i od wszystkiego, co wciąż odciągało mnie ode mnie samego. Na początku nazywałem to „zdrowym egoizmem”. Ale dziś wiem, że to… Miłość do samego siebie.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, przestałem tracić czas i tworzyć wielkie plany na przyszłość. Dziś robię tylko to, co sprawia mi radość i przyjemność, co kocham i co sprawia, że moje serce się uśmiecha. I robię to na mój sposób i we własnym tempie. Dziś wiem, że to się nazywa… Prostota.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, przestałem chcieć mieć zawsze rację. Dzięki temu rzadziej się myliłem. Dziś wiem, że to się nazywa… Pokora.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, przestałem żyć przeszłością i zamartwiać się o przyszłość. Teraz żyję chwilą, w której dzieje się WSZYSTKO. Żyję więc teraz każdym dniem i nazywam to… Spełnieniem.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, uświadomiłem sobie, że mój umysł może działać przeciwko mnie. Kiedy jednak działa razem z sercem zyskuję ważnego sojusznika. Dziś nazywam to… Życiem!

~ Charles Chaplin

Pokochanie siebie było i jest dla mnie drogą. Drogą, dzięki której uczę się siebie, którą kroczę codziennie. Codziennie sprawdzam, czy to po co sięgam jest dla mnie dobre. Zmieniam się, moje ciało zmienia się, zmieniają się więc moje potrzeby. To co jest dobre dla innych, albo było dla mnie dobre gdy miałam dwadzieścia lat, nie jest dobre obecnie, gdy mam ich ponad czterdzieści. Miłe są komplementy, uznanie, podziw, ale już nie chcę by były lustrem dla mojego poczucia wartości, by pragnienie aprobaty było ceną za zdradzenie mojego prawdziwego „ja”

Wiem, że dla mojego dobrego samopoczucia ważny jest spokój wewnętrzny, poczucie że jestem we właściwym miejscu i momencie mojego życia. Dbam o to odnajdując „siebie w sobie”, radząc sobie każdego dnia z tym co mam i czego nie mam, upewniając się czy pragnienia i uczucia należą na pewno do mnie. Dbam o siebie także dzięki relacjom z ważnymi osobami w moim życiu, dzięki rozwijaniu moich pasji, dzięki czytaniu.

Wiem też, że dla mojego ciała ważne jest poczucie lekkości, elastyczności i siły. Opiekuję się nim przez regularne ćwiczenie, uprawianie sportów, dobre odżywianie się, wysypianie się. Opiekuję się nim również, gdy ono mówi do mnie „dzisiaj nie chce mi się, dzisiaj leżymy na kanapie” .

Gdy dbam o siebie, słucham siebie, naprawdę czuję, że żyję w pełni i jestem gotowa by otworzyć serce na innych. Miłość do siebie jest uwalniająca, ubogacająca, a na pewno nie uszczupla miłości do innych. Ludzkiej, niedoskonałej, stojącej nogami na ziemi miłości.

Hania

 

Urlop
Następny post